|
czwartek, 11 stycznia 2007
czwartek, 29 czerwca 2006
Nowa podroz - nowy blog
Za kilka dni znowu bede jezdzil po Wietnamie i Kambodzy. Tym razem motorem... Zapraszam na nowy blog: http://www.indochiny.blogspot.com
niedziela, 27 listopada 2005
sobota, 26 listopada 2005
Zatoka Halong
Ostatnie piec dni spedzilismy w zatoce Halong. Trzy dni na wyspie Quan Lan. Plynelismy do niej statkiem, 4 godziny, 60 kilometrow. Nocowalismy w domku na plazy. Turystow na wyspie mozna bylo policzyc na palcach, wiec cala plaze mielismy wylacznie dla siebie. To byl naprawde swietnie spedzony czas... Do zatoki pojechalem z Marta na motorze. Druga Marta bala sie jazdy motorem i jak rasowa turystka wybrala sie tam autobusem :) Pomysl wyboru srodka lokomocji byl przedni. Fantastyczna przygoda... Przystan w Halong City Przygotowania naszego statku do wyplyniecia w 4 godzinny rejs do Quan Lan Zaraz po wyplynieciu z portu, driver o malo nie spowodowal wypadku, byl chyba pijany. Jego kolega (na zdjeciu) szybko przejal stery i uratowal sytuacje. Potem oddal kolo temu poprzedniemu i znowu byl niebezpieczny incydent, ale udalo nam sie dotrzec do wyspy :) Kiedy wszyscy gniezdzili sie w srodku statku, gdzie bylo tlok, duchota, chalas... ja zapytalem kogos czy moge wlezc na dach :) Kapitan powiedzial ze moge ale za kilkanascie minut gdy miniemy statki strazy przybrzeznej :) tak tez sie stalo. Mialem najlepsze miejsce na statku... :) Caly dach dla mnie. Wyglada jakby przez te graty nie bylo tam miejsca, ale bylo :) Lezalem sobie, siedzialem i bylo wygodnie... Po drodze mijalismy nie tylko ladne gory wystajace z wody, ktorymi tylko zachwycaja sie turysci. Wedlug mnie o wiele ciekawsze, bardziej interesujace i piekniejsze jest prawdziwe zycie ludzi tam mieszkajacych. Azjaci, czy na ladzie czy na wodzie, sa wszedzie tak samo przyjazni :) Ludzie mieszkaja na statkach. Zyja na wodzie i z wody, z polowu ryb glownie... ... ... ... Na wodzie sa cale wioski. Male kolorowe domki na platformach podtrzymywanych styropianem lub beczkami z powietrzem. ... ... Ludzie zyja albo w domkach, takich jak na zdjeciach wyzej, lub poprostu na lodzi. Zycie towarzystkie tez skupia sie na wodzie :) Praca na wodzie Obiadki na wodzie Muszle na naszej plazy :) To jest widok przez moja moskitiere (komarow nie bylo) i okno naszego domku. a to jest widok z drzwi naszego domku na plazy :) a to jest nasz domek na plazy :) Na wyspie takze mialem moj motor :) Morze poludniowo - chinskie ... ... ...
poniedziałek, 21 listopada 2005
Hanoi
Wcale nie staram sie odebrac pracy wietnamczykom :) poprostu chcialem sie przejechac po drugiej stronie "roweru" :) Mauzoleum Ho-Chi-Minh'a. Bylo zamkniete, wszedzie napisy zeby sie nie petac :). Ale drzewka przed mauzoleum bardzo ladne sa :) Obok mauzoleum jest muzeum Ho-Chi-Minh'a. A obok muzeum jest stawek, swiatynka i wogole swietne miejsce zeby troche odpoczac. Wnetrze swiatynki. Urocze uliczki Hanoi, Stare Miasto Pani sprzedajaca nasiona przed swoim domem, na ulicy, Stare Miasto Tutaj takze nie chcialem odbierac pracy panu ze sklepu :), poprostu sobie usiadlem bo bylem zmeczony :) Potem napisze co to jest bo zapomnialem, a mam zapisane :) :) Niech mi ktos powie ze wietnamki maja duze uszy :)
sobota, 19 listopada 2005
Nanning - zdjecia
Nareszcie udalo mi sie znalezc komputer ktory umie porozumiec sie z moim aparatem. Wiec wrzucilem kilka zaleglych zdjec. A wiec to jest jedna z gier w ktora namietnie graja ludzie na ulicy. Niemal o kazdej porze dnia i nocy :) To jest facet ktory kupil od Pani na ulicy ten podejrzany tyton i pali go wlasnie w takiej oto fajce rozgladajac sie dziwnie na wszystkie strony :) A to jest czesc "towarku" ktory byl tam sprzedawany. Za to zdjecie dostalem ochrzan od Pani bo uslyszala cykniecie aparatu i sie zorietowala ze zrobilem fotke :) LuShan, dziewczyna ktora poznalem gdy przyszla pomodlic sie za swojego zmarlego ojca. Potem dlugo rozmawialismy, a nastepnego dnia spedzilismy duzo czasu razem w Parku Bialego Smoka. Mam nadzieje ze jeszcze kiedys uda nam sie spotkac... LuShan i Robert :) Tradycyjne stroje ktorejs z dynastii, niestety nie wiele udalo mi sie na ten temat dowiedziec. Instrument na ktorym staralem sie wydobyc przynajmniej jeden czysty dzwiek. Zapewniam ze to wcale nie jest takie proste. Mimo staran Pani ktora usilowala mnie nauczyc grac jedna z melodii :) LuShan i rybo-smoko-waz :) Zrobilem to zdjecie dla mojej przyjaciolki Oli. Zdjecie ma pokazac jak ludzie drapieznie rozrywaja kurzece zwloki w swoich zebach dla zabicia tak plytkiego instynktu jakim jest glod :). A zrobilem je po to zeby pokazac Oli ze ja tez jestem wrazliwy i umiem dostrzegac rzeczy typu "ble" :) Gdy bylismy na wycieczce za miastem, srodki transportu z autobusow, samochodow, motocykli itp. zmienily sie na wozy ciagniete przez woly :) Cos jakby jesien... Robert w "chinskim lesie", chinskim bo malym :) Wlazlem na gore z ktorej rozposcieral sie piekny widok. Dzieciaki na molo, znalazly moj zeszyt ktory zgubilem przez nieuwage :)
piątek, 18 listopada 2005
Nanning 2
Wczoraj spedzilem dzien z LuShan. Bylismy w Parku Bialego Smoka. Fajnie jest zwiedzac miasto z kims miejscowym. Mozna przezyc, doswiadczyc nieporownywalnie wiecej. Dzieki LuShan pewna starsza pani uczyla mnie grac na starym, chinskim instrumencie. Zapomnialem ja sie nazywa :). Nauka szla mi nie najlepiej :), ale Pani powiedziala ze jesli chce to moge zostac w Nanning 3 miesiace i wtedy nauczy mnie grac bardzo ladnie :) Inna pani starala sie nauczyc mnie jednej z form Tai Chi Quan. Znowu zapomnialem nazwe tej formy, ale mam ja gdzies zapisana :). Bardzo interesujace doswiadczenie. Pani mowila ze przychodzi do Parku Bialego Smoka kazdego dnia zeby cwiczyc Tai Chi Quan. LuShan mieszka w Nanning 4 lata, ale nie byla wczesniej w Parku Bialego Smoka. Bardzo byla podekscytowana, bardzo jej sie podobal. Mi tez, tak jak czas spedzony z LuShan :) Wieczorem poszedlem z M&M's na molo. Tam jezdzilismy malymi samochodzikami dla dzieci, potem jeden pan pozwolil mi pobawic sie nam jego malym samochodzikiem zdalnie sterowanym :). Mialem sesje fotograficzna z czesciowo rozebranym posagiem kobiety :) To bylo wczoraj. Dzis pojechalismy zwiedzac okolice Nanning. Bylismy 25 km od miasta i lazilismy po malowniczej okolicy. Cos jak Halong ale bez morza. Tez ladnie. Wlazlem na jedna z gor z ktorej jest niesamowity widok. Dziewczyny stchorzyly u podnoza gory i nie poszly dalej. Potem byla dluga droga powrotna, miedzy fajnymi gorami spacerowalismy. Marta B. i ja popadlismy w jakas zadume :), a druga Marta pedzila przed siebie. Nadal nie moge wrzucic fotek, zrobie to jak tylko bedzie taka mozliwosc.
środa, 16 listopada 2005
Nanning
Rozdzielilem sie dzis z M&M's, dziewczyny poszly "gdzies", ja poszedlem zwiedzac okolice. W parku gdzie przesiadywali starsi ludzie widzialem jak namietnie graja w domino i karty. Wlasciwie kazde miejsce wolne od zgielku ulicznego zajete jest przez kogos kto gra w domino lub karty. Panowie zapraszali mnie do gry, ale bariera jezykowa nie pozwolila mi zrozumiec regul. Bylo troche smiechu. :) Czestym widokiem sa takze ludzie cwiczacy Tai Chi Quan. Styl ten pozwala odprezyc sie psychicznie i ma wiele innych zalet. Ja w kazdym razie odprezony poczulem sie, juz tylko patrzac na wolne ruchu Pana ktory wykonal przedemna jedna z form Tai Chi Quan. Na miejskim molo spotkalem Lu Shan, dziewczyne ktora nad brzegiem rzeki modlila sie za swojego zmarlego ojca. Modlitwa polegala na paleniu kadzidelek i rzeczy imitujacych dobra materialne, takie jak pieniadze, akcje i jakies srebrne kwadratowe karteczki. Lu Shan pozwolila mi w tej, jak sadze, waznej dla niej chwili, posiedziec obok siebie. Pozwolila mi nawet sie fotografowac. Mimo ze czulem sie jakos bardzo niezrecznie, zrobilem kilka zdjec. Potem zaprosilem ja na kolacje. Dzieki niej zjadlem kilka bezmiesnych chinskich specjalow, o ktorych istnieniu wczesniej nawet nie wiedzialem :) Spedzilismy razem pol dnia, przechadzajac sie ulicami miasta i rozmawiajac. Troche trudno bylo nam sie porozumiec, bo jej angielski jednak jest bardzo slabiutki, ale z pomoca gestow, rysunkow dalismy sobie rade :) Jutro wybieramy sie razem na wycieczke po okolicy miasta. Takze jutro jestem umowiony z pewnym francuzem ktorego poznalem wracajac do hotelu. Chlopak mieszka w Nanning, uczy tutaj jezyka francuskiego. Szkoda ze nie angielskiego, latwiej by sie zylo turystom w tym miescie :) Byl bardzo podekscytowany gdy uslyszal o naszej podrozy. :) Ah, zapomnialbym o jednym ciekawym wydarzeniu. Widzialem kilka Pan sprzedajacych papierosy na chodniku. Papierosy byly luzem. Kupilem wiec kilka bo cena byla dobra. Ale w pewnym momencie podszedl jakis czlowiek i cos powiedzial do Pani, a ta nagle z wielkim strachem w oczach zaczela zbierac reklamowke z kramikiem z ziemi i chciala najnormalniej w swiecie uciekac :) Facet cos powiedzial znowu smiejac sie strasznie, Pani wrocila, nakrzyczala na niego i znowu rozlozyla towar. Gdy chcialem zrobic zdjecie, stanowczo odmowila cos mi tlumaczac. I tak zrobilem :) narazajac sie na jej zlosc wobec mojej osoby, ale zdjecie mam. Tylko nadal nie wiem czego jest to zdjecie. Moze jakies dragi?? Na wszelki wypadek nie bede palil tych papierosow :) Niemoge teraz zamiescic zdjec bo komputer nijak nie chce dogadac sie z moim aparatem. Ale zrobie to wkrotce.
poniedziałek, 14 listopada 2005
Hongkong - Maoming
Jestesmy w Hongkongu, plyniemy promem na wyspe Hongkong podziwiac miasto z Victoria peak. Wiezowce na wyspie Hongkong. W Hongkongu gdziekolwiek idziemy zawsze droga prowadzi pod gore lub z gorki, nie zauwazylem ulic w poziomie :) Hongkong nie zrobil na mnie wielkiego wrazenia, ot duze miasto jakich wiele wszedzie. Ale widok z Victoria peak... hmm... to jest cos :) Punkt widokowy jest strasznie oblegany przez turystow. Tylko dlatego ze dotarlismy tam jeszcze przed zachodem slonca mielismy gdzie usiasc. W czasie gdy slonce zaczyna zachodzic turysci pojawiaja sie ze wszystkich stron, robi sie tloczno i gwarno. Wszyscy fotografuja sie na tle takim jak na zdjeciu. My tez :) Hua Mei, dziewczyna ktora poznalismy w Foshan. Oj dobrze sie stalo ze ja spotkalismy, jest naprawde jedna z niewielu osob ktore mowily tam cokolwiek po angielsku. Dzieki niej znalezlismy fajny hotel. Napisala nam w zeszycie chinskimi "krzaczkami" rozne praktyczne zdania, takie jak "gdzie jest kafejka internetowa" :) albo "szukamy taniego hotelu" itp. teraz pokazujemy te "krzaczki" ludziom na ulicy, a Ci bezblednie wskazuja nam miejsca ktorych szukamy. Pozdrowienia dla Hua Mei :) Wczoraj dotarlismy nareszcie do Morza poludniowo-chinskiego, a wlasciwie do jednej z zatok morza. Plaza dosc surowa bo w nocy byl przyplyw. Na plazy setki malutkich krabkow chowajacych sie przed naszymi stopami w malych norkach w piasku :) Na zdjeciu sklepik na rowerze, Pani sprzedala nam pyszne bulki gotowane na parze. Dziewczyny chyba nie sa pewne czy moga wejsc do wody :) Za to dzieciaki nie maja takich dylematow :) Moje chinskie male modelki, zrobilem im duzo swietnych zdjec, jak to dzieci sa bardzo fotogeniczne :) Bobas na plazy :) :) |
|